Kazimierz: konserwator w konflikcie interesów

Hotel Król Kazimierz został otwarty kilka miesięcy temu. Stanął w miejscu zabytkowego XVII-wiecznego spichlerza zbożowego, kupionego przez spółkę Alliance Holding.

Czterogwiazdkowy hotel był jedną z większych inwestycji w Kazimierzu Dolnym w ostatnich latach. Zdaniem części mieszkańców Kazimierza budynek kompletnie nie pasuje do architektury miasta. Jednym z krytyków jest Jerzy Żurawski, który do 1993 roku był miejskim konserwatorem zabytków w Kazimierzu Dolnym (urząd ten zlikwidowano w połowie lat 90.). Kiedy dowiedział się, że inwestor chce w miejscu spichlerza postawić hotel, zaczął interweniować u wojewódzkiego konserwatora zabytków.

– Namawiałem panią Landecką, by natychmiast wpisać spichlerz do rejestru zabytków, by zachować jak najwięcej jego detali pierwotnych. Spichlerz nie został jednak wpisany do rejestru zabytków, chociaż należał do sławnego w całej Europie kazimierskiego zespołu spichlerzy zbożowych Twierdzi, że ostrzegał konserwatora zabytków, iż budynek hotelu będzie się kłócił z architekturą miasta. – Obiektu nie wpisano do rejestru zabytków, bo nie było ku temu podstaw. Oparliśmy się na dokumentach i opiniach ekspertów – odpowiada Halina Landecka.

W lipcu 2005 roku zatwierdziła projekt budowy hotelu. Zrobiła to jednak bez porozumienia z komisją konserwatorską (w jej skład wchodzą m.in. architekci, urbaniści, historycy sztuki), której opinii zasięga się zazwyczaj przy budowach na taką skalę. Dorota Szczuka, była pracownica urzędu konserwatora zabytków w Lublinie, która prowadziła prace przy inwestycji: – Pani Landecka zastrzegła sobie wyłączność na podejmowanie decyzji w sprawie hotelu. Ani razu nie uczestniczyłam w spotkaniach z inwestorem. Zgłaszałam swoje uwagi do projektu, ale nie były uwzględniane.

Halina Landecka odpiera zarzuty: – Koncepcje budowy hotelu były wielokrotnie omawiane w urzędzie, pod uwagę były brane różne rozwiązania, a uwagi naszych pracowników na bieżąco były przekazywane inwestorowi.

Hotel został ostatecznie wybudowany. – W miejscu pięknego zabytku powstała atrapa spichlerza, z dołączoną do niej ogromną przybudówką, której wcześniej nie było. Wszystko odbyło się wbrew zasadom etyki konserwatorskiej – uważa Żurawski. Jego zdaniem przybudówka powinna być oddzielona od atrapy spichlerza, a nie stanowić jeden budynek.

Tymczasem na jaw wychodzą nowe fakty związane z budową hotelu. Firma telekomunikacyjna, której prezesem jest mąż Haliny Landeckiej, była jednym z podwykonawców zatrudnionych przez inwestora.

Landecka zaprzecza, by miało to jakikolwiek wpływ na wydawane przez nią decyzje. – Nie ma tutaj żadnego konfliktu interesów, mąż pracuje dla szeregu instytucji. Decyzje w sprawie zatwierdzenia projektu budowy hotelu zostały wydane wcześniej, przed zleceniem dla firmy mojego męża- tłumaczy konserwator.

Sprawie obiecało zbadać Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, któremu podlega urząd konserwatora zabytków. – Wystąpimy do pani Landeckiej z pytaniem, co zadecydowało o wydaniu przez nią pozwolenia na budowę hotelu. Sprawę będzie wyjaśniał generalny konserwator zabytków, jak tylko wróci z urlopu we wtorek – powiedział „Gazecie” rzecznik resortu kultury Jan Kasprzyk.

źródło: Gazeta Wyborcza Lublin

Powstanie kompleks dla sportowców

Następny »

Kolejny hotel w Białymstoku?

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *